Na giełdzie nie ma przecen. Jest za to lista życzeń przed Rajdem św. Mikołaja

Czarny Czwartek, Czarny Wtorek… Generalnie rynek giełdowy ma problem z połączeniem słowa „black”, bo bezpośrednio prowadzi to do skojarzeń z Wielkim Kryzysem. Jednak z czasem Black Friday zyskuje dla inwestorów nowe znaczenie – staje się „dzwonkiem” oficjalnie wybijającym porę wyczekiwania na Rajd św. Mikołaja.

Choć giełda „czarnych” dni nie lubi, to Black Friday jej nie omija, a pośrednio wpływa na ton nadany klimatowi panującemu na światowych parkietach. Inwestorzy skupiają uwagę na spółkach z branży handlowej i wyczekują rajdu św. Mikołaja. Efektem Black Friday na rynku kapitałowym jest wyraźny spadek aktywności inwestorów. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że utrwaliła się tradycja szturmowania sklepów dzień po Święcie Dziękczynienia w poszukiwaniu okazji. Jednak pod koniec pierwszej dekady XXI w. blask Black Friday przygasł w związku z recesją, a potem rozbłysnął na nowo w krajach, które nie obchodzą Święta Dziękczynienia.

Połączenie następujących po sobie świąt powoduje zatem, że na najważniejszym rynku giełdowym świata – Wall Street – sesja będzie skrócona o połowę, by pracownicy domów maklerskich mogli wcześniej zjechać do domów na świąteczny weekend. W efekcie skraca to aktywność inwestorów, a wydłuża przedświąteczne zakupowe szaleństwo, które w tym roku zaczyna się 29 listopada.

Ogarnia ono tych, którzy nie śledzą bacznie cen i dają się wpędzić w lęk przed przegapieniem okazji oraz utwierdzają się w przekonaniu o społecznym dowodzie słuszności owczego pędu ku zakupom. Z badań serwisu Picodi łączne wydatki w Polsce na zakupy w czarny piątek przekroczą 2,3 mld zł. “Rzeczpospolita” wylicza z kolei, że w tym roku prawdopodobnie zostanie pobity rekord dziennych obrotów w handlu detalicznym. Liczby rosną z roku na rok, a kolejne pieniądze konsumenci zostawią na zakupach z okazji Cyber Monday, który dołączył do Czarnego Piątku w roku 2005 roku. Jest to dzień, w którym gorączka wyprzedaży przenosi się do internetu i branży e-commerce. Wypada w tym roku w poniedziałek 2 grudnia, a to dopiero początek zakupowego szaleństwa przed świętami i w nowym rokiem.

Co to oznacza dla inwestorów?

Nastroje napędzające konsumpcjonizm wspierane są przez inwestorów, którzy zdążyli się przyzwyczaić do kalendarza zakupów i skróconej pracy na Wall Street. Potwierdza ten fakt m.in. rekordowa sesja za oceanem i ciągłe oczekiwanie na pozytywny wynik rozmów handlowych USA-Chiny. – Inwestorzy wybierają optymizm – mówi Kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers Bartosz Sawicki i dodaje, że „rezultat to bardzo dobry start skróconego tygodnia na Wall Street. Główne indeksy kończą najwyżej w historii”.

– Wzrosty na rynku akcji nie przekładają się na trendy na rynku walutowym. Choć zauważalna jest szczątkowa presja na bezpieczne przystanie – jen japoński, frank szwajcarski – nie widać korespondującego wzrostu zainteresowania walutami ryzykownymi. AUD, CAD, NOK i SEK pozostają zblokowane – kontruje Konrad Białas, Główny Ekonomista TMS Brokers.

Zdaniem analityków nowe szczyty na Wall Street mogą być niebezpieczne, bo nie zostały potwierdzone przez odpowiednio niskie ekstrema na rynku obligacji. Ponadto wysoki odczyt wskaźnika RSI przypomina sytuację z kwietnia 2019.r., gdy na amerykańskim parkiecie również panowały świetnie nastroje, a indeksy zdobywały nowe szczyty, ale bondy zamiast oddawać kapitał zaczęły go ponownie chłonąć. Efektem pojawiającej się wtedy dywergencji międzyrynkowej była fala hossy na rynku długu oraz przecena DJIA.

Szczyty zdobyte przez akcyjne byki mogą oddziaływać na europejskie giełdy pozytywnie. DAX zbliża się do tegorocznych maksimów, CAC40 znajduje się mniej niż jeden procent poniżej listopadowego sufitu, a londyński parkiet wykazuje chęć ataku lokalnych oporów. Przyczepić się można do warszawskiego parkietu, na którym nie widać tak wyraźnych chęci ani popytu. WIG20 jest poniżej 2200 pkt., co raczej nie napawa optymizmem.

– Amerykańskie indeksy giełdowe raz za razem ustanawiają maksima wszechczasów, a indeks S&P500 podniósł się w tym roku o około 25 proc. Blado na tym tle wypada stopa zwrotu kontraktu na WIG20, który w tym samym czasie obniżył się o kilka procent. Wśród warszawskich blue chips najgorzej wypada JSW. Kurs kontraktu CFD opartego o notowania spółki jest około 70 proc. niżej niż dwanaście miesięcy wcześniej – wyjaśnia Sawicki.

Papierek lakmusowy rynku

Przyspieszenie sprzedaży detalicznej oznacza wzmocnienie wzrostu PKB, czyli fundament wzrostu indeksów giełdowych. W teorii zaangażowanie zakupowe klientów jest pewnego rodzaju papierkiem lakmusowym kondycji konsumentów oraz nastrojów, jakie panują w gospodarstwach domowych.

– Jeśli sprzedaż tego dnia będzie wysoka, może to oznaczać, że cały okres przedświąteczny będzie dobry dla branży, co w konsekwencji przełoży się na lepszy wynik wzrostu gospodarczego. Teoretycznie indeksy powinny na takie informacje zareagować pozytywnie. W obecnych warunkach jednak trudno będzie o jeszcze większe zwyżki SP500 czy DowJones. Poruszamy się po nieodkrytych poziomach. Istnieje realne ryzyko popsucia klimatu na giełdzie, przez  jedną negatywną informację z Waszyngtonu – tłumaczy Łukasz Zembik, ekspert rynku OTC w TMS Brokers.

Dobry wynik sprzedażowy w okresie świątecznym może więc stanowić prognostyk dla wyników  całego sezonu zakupowego, skoro na giełdach – poza warszawskim wyjątkiem – widać optymizm.

– Efekt psychologiczny Black Friday jest niepodważalny. Inwestorzy tak jak konsumenci mogą być przekonani, że grudzień może być pomyślny. Nie trzeba wiele, by konsekwencją udanego dla sprzedawców Black Friday był rajd św. Mikołaja, czyli grudniowy wzrost kursów akcji spółek – tłumaczy Konrad Białas.

Świąteczny koncert życzeń

– Dla rynków finansowych największym gwiazdkowym prezentem byłoby podpisanie przez prezydentów Xi Jinpinga i Donalda Trumpa pierwszej umowy handlowej – dodaje Bartosz Sawicki. Zdaniem analityków TMS Brokers „osiągnięty wstępny zarys porozumienia jest bowiem fasadowy i nie pozwoli na wyjście globalnej gospodarki z zadyszki”.

Jak tłumaczą – na szczycie listy świątecznych życzeń można znaleźć też sfinalizowanie brexitu poprzez zatwierdzenie umowy w brytyjskim parlamencie i happy end przedłużającej się o całe kwartały brexitowej sagi. Nie ukrywają jednak, że wiara w takie zakończenie jest dość naiwna.

– Część inwestorów (ale z pewnością nie kierowcy często odwiedzający stacje paliw) zdaje się liczyć na upominek od OPEC i państw współpracujących z Kartelem w postaci dalszego ograniczenia wielkości wydobycia, które miałoby nie pozwolić na pogłębianie globalnej nadpodaży ropy – mówi Bartosz Sawicki i dodaje, że „cięcie wydobycia byłoby prezentem dla Arabii Saudyjskiej, gdyż podbicie cen ropy stwarzałoby sprzyjające środowisko do przeprowadzenia największego IPO w historii, czyli upublicznienia Saudi Aramco”.

– Marzeniem z gatunku mało realnych jest natomiast pojawienie się wiarygodnych symptomów, że światowa gospodarka odzyskuje animusz. Przede wszystkim dotyczy to gospodarek Europy Zachodniej, a zwłaszcza Niemiec. Dlatego też na naszej przedświątecznej liście szerokim łukiem omijamy waluty i aktywa związane z koniunkturą w Eurolandzie. Między innymi po ostatnim odbiciu branże procykliczne utraciły lwią część swojej atrakcyjności, która w niesprzyjającym otoczeniu makro bazowała na niskich wycenach – kwituje przedświąteczną listę analityk.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o