Widmo konfliktu
W niedzielę wieczorem świat obiegła informacja o ataku Rosyjskiej marynarki na Ukraińskie jednostki. Rosyjska fota ostrzelała dwa Ukraińskie statki wojskowe a trzeci staranowała. Marynarze z wszystkich jednostek zostali uprowadzeni a statki zajęło Rosyjskie FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa). W poniedziałek wieczorem Ukraina wprowadza stan wojenny. Petro Poroszenko donosi, że według służb specjalnych jego kraju, przy granicy Ukraińsko-Rosyjskiej trwa mobilizacja rosyjskiej armii, którą zarządził Władimir Putin. Ta ma się przygotowywać do pełnej inwazji na Kijów. Poroszenko również stawia w stan najwyższej gotowości bojowej wszystkie jednostki, wszystkich sił zbrojnych swego kraju. Ogłasza, że wszystkie statki marynarki wojennej Ukrainy wychodzą w morze, aby być gotowymi do działań militarnych. Prezydent Ukrainy apeluje do rezerwistów, aby w każdej chwili byli gotowi do powołania do armii.
Z każdą godziną docierają kolejne niepokojące informacje ze wschodniej granicy. Z zachodu natomiast płyną wyrazy poparcia dla Ukrainy oraz słowa potępienia dla Rosji. Kraje Zachodu żądają uwolnienia ukraińskich marynarzy i statków. Sytuacja jest bardzo rozwojowa. W jakim kierunku się rozwinie? Trudno przewidzieć. Część analityków zakłada, że może dojść do dalszej eskalacji napięcia, a widmo otwartej wojny na pełną skalę jest bardzo realne. Bardziej powściągliwi twierdzą, że takie ryzyko było już wielokrotnie, i poza wojną hybrydową do szerszych działań nie doszło, więc i tym razem na strachu się zakończy.
Jak dalej potoczy się sytuacja
Osobiście uważam, że Rosja nie jest jeszcze na tyle silna i zdeterminowana, żeby zdecydować się na otwarty konflikt. Ponadto potencjalne straty mogą być większe, niż możliwe do osiągnięcia korzyści. Jednak wzrost napięcia jest potrzebny Putinowi. Dlaczego? Po podwyższeniu wieku emerytalnego w Rosji, pojawiło się niezadowolenie społeczne. Poparcie dla wodza zaczęło spadać. Dlatego Kreml potrzebuje tematu zastępczego, dla odwrócenia uwagi. Ponadto dążenia imperialistyczne, pokazujące Rosjanom potęgę ich kraju są bardzo popularne. Silny kraj, podbijający sąsiadów – to się dobrze sprzedaje. Putin walczący o odbudowę potęgi, jest dobrze postrzegany. Zatem dzięki takiemu konfliktowi jego notowania rosną.
Pieniądze w tle
Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jak wiadomo, Rosyjski budżet w ogromnym stopniu utrzymuje się ze sprzedaży ropy naftowej. Jeśli ropa tanieje, budżet zaczyna mieć problem. Patrząc w przeszłość, pierwsze niepokoje na Ukrainie rozpoczęły się w lutym 2014 roku. Początkowo Majdan, później wojna we wschodniej Ukrainie – W Donbasie i Ługańsku. W tym czasie baryłka ropy kosztuje w granicach 100 USD. Kurs Rosyjskiej waluty wynosi około 35 rubli za dolara. Czas płynie, sytuacja cały czas jest napięta. Świat nie bardzo interesuje się tym konfliktem. Aż do lipca.
Notowania USD/RUB
Rozpoczyna się spadek cen ropy naftowej. Ze 100 USD za baryłkę w lipcu, do 45 USD w styczniu 2015 roku. Wtedy również rozpoczyna się coraz większa eskalacja konfliktu. Inwestorzy zaniepokojeni pogłębiającym się konfliktem zaczynają wyprzedawać rosyjską walutę. Rubel z każdym dniem traci coraz bardziej. Pod koniec 2014 roku kurs spada do okolic 78 rubli za dolara. Niby strach inwestorów przed ryzykiem, ucieczka przed widmem wojny. A tak naprawdę, osłabienie rubla pozwoliło zrekompensować Putinowi straty w budżecie wywołane spadkiem cen ropy naftowej. Jako eksporter surowca, Rosja osiągała znaczne korzyści ze słabej waluty. Zatem wzrost napięcia na wschodzie Ukrainy był na rękę Putinowi. Im większa eskalacja działań, tym większe osłabienie rubla. Im rubel słabszy, wpływy do budżetu ze sprzedaż ropy większe. Rachunek prosty. Pytanie, czy przypadkowy? Czy może działanie zbrojne były wyreżyserowane i inspirowane przez Moskwę, w celu realizacji takiego scenariusza?
Notowania ropy naftowej
Patrząc na obecną sytuację, od dwóch miesięcy widzimy przecenę ropy. Kurs w tym okresie spadł z okolic 75 do 50 USD za baryłkę. Czy odświeżenie konfliktu z Ukrainą jest przypadkowe? Czy ma za zadanie osiągnięcie takiego samego celu jak w 2014 roku? Czyli osłabienie rubla, aby zrekompensować mniejsze wpływy budżetowe ze sprzedaży ropy? Tak czy inaczej, poprzednia odsłona konfliktu na linii Ukraina-Rosja wywołała ogromne ruchy na rublu. Jeśli obecnie sytuacja będzie zmierzała w kierunku konfrontacji, możemy zakładać, że inwestorzy zareagują podobnie jak cztery lata temu, więc i podobnie jak wtedy, rubel będzie mocno taniał w stosunku do euro czy dolara. Warto być przygotowanym na taki scenariusz i ustawić się we właściwym kierunku.
